HISTORIA USZATEK

Wiosną tego roku przybyły do nas dwa porzucone podloty sowy uszatej. Ponieważ nie były jeszcze samodzielne pozostały przez tydzień w klatce o ograniczonej przestrzeni. Po tym okresie zostały przeniesione do woliery gdzie były karmione kawałkami mięsa i myszami . Cały proces dorastania oraz nauki latania trwał 2 miesiące. Podczas karmienia próbowaliśmy podawać martwe myszy przeciągając je na sznurkach, aby uczyły się polować. Z początku sowy nie bardzo kojarzyły ,że jedzenie może się ruszać, chociaż bardzo je to ciekawiło. Niestety nie na tyle by je zaatakować i zjeść. Po kilku próbach jedno z młodych zaczęło interesować się naszą zabawą. Czuliśmy, że nadchodzi ich wielki dzień. Problemem była druga sówka, która nie chciała dać się oszukać imitacją żywej myszy. Musieliśmy coś wymyślić. Tu pomocy udzieliło nam Nadleśnictwo Komańcza, wspierające naszą działalność. Na jego terenie w lesie znajdowała się stara woliera wykorzystywana w latach 80-tych przez PAN. Wystarczyło uzupełnić brakujące elementy siatki , oraz przez kilka następnych dni dokarmiać zbożem pomieszkujące w niej gryzonie . Nadszedł dzień, gdy zdecydowaliśmy się wypuścić samodzielniejszą sowę, a jej siostrę przenieść do woliery adaptacyjnej. Dla pewności postanowiliśmy założyć foto-pułapkę rejestrującą zachowanie uszatki. Przez trzy dni sowa nie upolowała nic w zasięgu działania kamery. W czwarty dzień odtworzyliśmy nagranie z nocnego polowania. Dla naszej podopiecznej był to bilet na wolność.
Skuteczna rehabilitacja jak widać na przykładzie powyższej historii jest efektem nietypowej pracy . Wymaga dużo czasu, miejsca i pomysłowości, oraz zachowania dystansu do zwierzęcia, aby uniknąć efektu oswojenia. Naturalne środowisko i rodzice zawsze będą lepszymi nauczycielami niż ludzie, dlatego każdy przypadek znalezienia zwierzęcia należy traktować indywidualnie. Przede wszystkim obserwacja.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.